wtorek, 31 lipca 2012

Od zera do tradera

Ten wpis będzie o psychologii inwestowania oraz o tym, jak ważna w tradingu jest nie tyle wiedza, co wytrwałość i dyscyplina, dzięki którym zdobywamy doświadczenie (za które często płacimy wyczyszczonym kontem i rozczarowaniami zwłaszcza w pierwszych miesiącach, a czasem i latach naszej przygody z rynkami finansowymi). Opiszę proces, jaki musi przejść niemal każda osoba od momentu, w którym po raz pierwszy usłyszy o rynku forex, poprzez wszystkie przeszkody, jakim musi stawić czoła do chwili, kiedy po miesiącach albo i latach walki z rynkiem i samym sobą zacznie zarabiać pierwsze pieniądze na tradingu. Proces ten podzieliłem na pięć etapów, które nie mają wprawdzie sztywnej granicy, jednak każdy z nich charakteryzuje się zupełnie czym innym. Nadałem im takie nazwy, aby oddawały to, co spotyka w każdym z nich osobę, która postanowiła spróbować swoich sił jako trader.

1. Początkowa fascynacja. Każdy, kto zaczął swoją przygodę z forexem chyba to przerabiał. Pierwsze zachłyśnięcie się możliwościami, jakie ten rynek oferuje, dodatkowo spotęgowane wysiłkami speców od marketingu pracujących dla brokerów, aby przyciągnąć jak najwięcej klientów. Minimalny depozyt w granicach około 300zł, możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy dzięki dźwigni finansowej itd. W dodatku pełno jest w sieci darmowych materiałów o tym, że forex jest prosty. Myślisz sobie, że opanujesz kilka zasad dotyczących przeprowadzania transakcji, potem trochę pohandlujesz... i już oczami wyobraźni widzisz siebie na luksusowych wakacjach na Majorce;) Znasz to, prawda? Otwierasz rachunek demo na którym trochę ćwiczysz, a gdy już poczujesz się na siłach, otwierasz rachunek real, dzięki któremu w krótkim czasie zarobisz swoje wymarzone miliony. Wszystko idzie jak w bajce... do momentu pierwszej większej straty. Wtedy marzenia pryskają i zostajesz boleśnie sprowadzony na ziemię. I wtedy przechodzisz do drugiego, najbardziej koszmarnego etapu na drodze tradera, który nazwałem

2. Rzeź niewiniątek. Chciałem dać nieco humorystyczną nazwę, ale każdemu kto ten etap już przeszedł lub właśnie przechodzi wcale nie jest do śmiechu. Zaczyna się on wtedy, kiedy po raz pierwszy poniosłeś dotkliwą stratę. Jeśli kiedyś wyjdziesz zwycięsko z tego etapu, to zobaczysz, że robiłeś dosłownie wszystko, co najbardziej szkodliwe dla Twoich środków. Ale teraz nie masz o tym bladego pojęcia. Uznajesz po prostu, że coś tam przeoczyłeś i zabierasz się za przeczesywanie internetu, aby dowiedzieć się, co zrobić aby więcej to się nie powtórzyło. I wtedy zaczynasz chłonąć ogrom informacji. Szukasz na forach internetowych, kupujesz e-booki, chodzisz na szkolenia w nadziei, że w końcu odkryjesz ten "złoty Graal" forexu. Poznajesz masę różnych technik analizy wykresów: wskaźniki jak MACD, Stochastic, Bollinger Bands, RSI, wskaźniki Billa Williamsa i wiele innych. Uczysz się wyznaczać poziomy wsparcia i oporu oraz linie trendu, poznajesz techniki Fibonacciego i za każdym razem, gdy poznasz nowy wskaźnik czy strategię uznajesz, że "to ten, który zmieni wszystko i w końcu będę bogaty". Niestety, za każdym razem znowu się okazuje, że to nie ten... Porzucasz go, po czym pewnie za jakiś czas do niego wrócisz, starając się go wykorzystać w inny sposób, połączyć z jakimś dodatkowym narzędziem analizy technicznej, ale ciągle nic. W końcu postanawiasz zrzucić ze swoich barków to okropne zajęcie jakim jest trading i wpłacić swoje środki na jakieś konto zarządzane, aby menedżer konta, który Twoim zdaniem zna się na tym o niebo lepiej od Ciebie  pomnożył Twoje pieniądze. Zaczynasz również korzystać z różnych serwisów oferujących darmowe albo płatne sygnały do otwarcia i zamknięcia pozycji. Ale znowu to samo, wszystko na nic. W końcu zrezygnowany uznajesz, że forex to jakiś cyrk, nikt tak naprawdę nie zarabia, oprócz brokerów, którzy tylko szukają jeleni. Być może nie śpisz po nocach, bo obserwujesz otwartą pozycje, być może chodzisz wiecznie sfrustrowany, być może nawet Twoje zdrowie ucierpiało na tym, być może...
Ten etap jest naprawdę paskudny, ale niestety, zanim się do czegoś dojdzie, konieczne są jakieś poświęcenia. Kilka razy będziesz chciał nawet już skończyć z tradingiem, uznając że tylko tracisz czas, pieniądze i nerwy. Drugi etap rozwoju tradera może trwać naprawdę długo. Jedni przejdą go szybciej, inni będą zmagać się z nim całe lata, a jeszcze inni po prostu poddadzą się i raz na zawsze zrezygnują z tradingu. Jedno jest pewne: stracisz więcej czasu i pieniędzy, niż mógłbyś sobie to na początku wyobrażać. Mówię tu z własnego doświadczenia. Jeśli nie jesteś na to gotowy - najlepiej zapomnij o tradingu. To naprawdę, nie są ani szybkie, ani łatwe pieniądze. Ale jeśli będziesz twardy, "nie dasz się" i wyjdziesz zwycięsko z etapu drugiego, uznasz że był on nie tylko nieunikniony, ale wręcz niezbędny do tego, abyś został odnoszącym sukcesy traderem. Nabywasz wiedzę, której nie przekaże Ci żaden szkoleniowiec, żaden profesor na jakiejkolwiek uczelni, dosłownie nikt. Można ją zdobyć tylko poprzez własne doświadczenie. Kiedy zaczniesz sobie z tego zdawać sprawę, będzie to znak, że etap Rzezi niewiniątek powoli zbliża się ku końcowi i wkraczasz do już o wiele przyjemniejszego etapu trzeciego.

3. Zrozumienie, o co tak naprawdę chodzi w tradingu. Pod koniec drugiego etapu nie poświęcasz już tak dużo czasu na poznawanie kolejnych "cudownych" metod na zarabianie kokosów na forexie, ale zaczynasz przykładać uwagę do rzeczy "okołotradingowych", takich jak psychologia inwestowania czy zarządzanie środkami przeznaczanymi na inwestycje. Zaczynasz sobie zdawać sprawę z rzeczy, na które wcześniej w ogóle nie zwracałeś uwagi. Wcześniej przykładałeś uwagę do tworzenia różnych wymyślnych technik inwestycyjnych, dzięki którym miałeś zacząć w końcu zarabiać, lecz teraz wiesz, że to nie tędy droga. Wiesz już, że Twoja strategia ma być przede wszystkim prosta i łatwa do wytłumaczenia. Jeśli już poznajesz jakąś nową technikę tradingu, to nie wprowadzasz ją w życie "bo wydaje się taka obiecująca", lecz analizujesz ją bardzo skrupulatnie i jeśli wydaje Ci się zawiła, niezrozumiała i niejednoznaczna to starasz się ją uprościć na tyle, na ile się da. Ona ma przede wszystkim przynosić zyski. Mogą być niewielkie, ale jednak. Wiesz już, że w ciągu miesiąca nie będziesz bogatszy od Donalda Trumpa, gdyż zdobycie poważnych pieniędzy na giełdzie walutowej to proces trwający wiele lat. Jeśli nie jesteś pewny swojej strategii, nie stosujesz jej na rachunku real z nadzieją, że "może się uda" tylko testujesz ją na demie. Jesteś cierpliwy, wiesz że lepiej trochę poczekać i popracować nad swoją strategią niż potem po raz kolejny wyczyścić sobie konto. Wiesz już, że nie będzie ona zawsze zarabiała, a stratne transakcje są normalną rzeczą. W końcu udaje Ci się opracować strategię, a także zasady, których będziesz się bezwzględnie trzymał stosując ją. I wtedy zaczyna się etap czwarty.

4. Pierwsze sukcesy. Teraz już zarabiasz. Na początku mało, mogą to być jakieś grosze. Ale jednak. Wiesz, że jeśli będziesz przestrzegał ustalonych przez siebie zasad, to w końcu na Twoim koncie pojawią się poważne pieniądze, to już tylko kwestia krótszego albo dłuższego czasu. Kiedy trafiasz na serię strat, nie ogarnia Cię panika i masa wątpliwości jak w etapie drugim. Kiedy zamkniesz transakcję z dużym sukcesem, nie ogarnia Cię euforia jak w etapie pierwszym. Trading już w ogóle nie działa na Twoje emocje, jest czymś zupełnie normalnym. Najpierw tylko dodatkowym, może i nawet skromnym dochodem, ale być może kiedyś będzie Twoim głównym źródłem dochodu. Traktujesz go jak każdą inną pracę, nic więcej.

5.Normalna praca. Już od dłuższego czasu zajmujesz się tradingiem i nie stanowi to dla Ciebie żadnej rewelacji. Trzymasz się wyznaczonych zasad i nie odstępujesz od nich bez względu na to, co się dzieje, ale to już norma. Gdy zaliczysz serię stratnych transakcji - nie przejmujesz się w ogóle, bo wiesz że to normalne w tym biznesie. Gdy zgarniesz jakiś wielki zysk - też nie emocjonujesz się tym, bo wiesz że co jakiś czas takie niesamowite trejdy się trafiają. Już nawet nie myślisz specjalnie o tym, że jesteś traderem - ot taki sam zawód jak każdy inny, nad czym tu dumać?

środa, 27 czerwca 2012

Mity na temat inwestowania na rynkach finansowych: mit nr 1 - magiczne systemy

Jeśli moim zamiarem jest prowadzenie bloga o charakterze edukacyjnym, to chyba właśnie od tego wpisu powinienem zacząć. O tym, że wokół inwestowania na jakichkolwiek rynkach finansowych powstała cała masa mitów, wie chyba każdy, kto się z nimi zetknął, obojętnie czy będą to akcje, towary, waluty czy fundusze inwestycyjne. Rozprawienie się z tymi mitami uważam za jedną z najważniejszych rzeczy podczas nauki inwestowania, gdyż pozwoli ono spojrzeć na sprawę we właściwy sposób, pozbywając się zarówno złudnych nadziei, jak i bezpodstawnego strachu. Zatem przejdźmy do rzeczy:

Mit nr 1 - inwestując można zarobić 200% w ciągu miesiąca (stopę zwrotu i czas jej osiągnięcia "wyssłem z palca", ale jeśli poszukasz w internecie jakichś cudownych systemów inwestycyjnych, to znajdziesz ich naprawdę wiele, jeden lepszy od drugiego). Prawda. Tak samo, jak można zapalić pochodnię na terenie magazynów paliwa i przeżyć. Czasami się komuś udaje (zarobić astronomiczną sumę w rekordowo krótkim czasie, a nie przebiec się z pochodnią po magazynie paliwa, oczywiście;)) ale powiedzmy sobie jasno: to jest  tylko kwestia szczęścia, nic więcej. Jeśli komuś udałoby się w ten sposób zarabiać przez dłuższy czas, powiedzmy sobie przez rok, to wtedy można by się przyjrzeć takiej metodzie i postarać się ją zrozumieć i wprowadzić ją u siebie. Ale puki co jeszcze nie spotkałem się z takim przypadkiem, natomiast "magicznych systemów" które pozwalają zarobić ogromne sumy (a przynajmniej tak twierdzą ich twórcy) - widziałem na pęczki. I sam straciłem na nie dużo czasu, energii i pieniędzy, gdy zaczynałem swoją przygodę z inwestycjami. Poza tym, znakomita większość takich systemów jest płatna. Nie kosztują zbyt wiele (100 - 200USD), ale tutaj też powinna zapalić Ci się lampka: skoro ktoś odkrył sekret, jak zarabiać niebotyczne sumy, to dlaczego nie stosuje go samemu nikomu o niczym nie mówiąc (a jeśli zbyt dużo osób korzysta z jakiejś strategii, to ona może przestać działać, czyli mówiąc prościej, jeżeli strategia będzie mówiła: kupuj, to wszyscy będą chcieli kupować, tyle że nie będą mogli od kogo bo nikt nie będzie chciał sprzedawać) tylko zarabia jakieś grosze sprzedając swój system? To samo mogę powiedzieć o większości firm oferujących płatny dostęp do analiz, rekomendacji czy szkoleń. Owszem, czasami są naprawdę wartościowe produkty, ale aby poznać, które są warte naszych pieniędzy - musisz wiedzieć czego szukać. Mam nadzieję, że lektura mojego bloga pomoże Ci w tym.