środa, 7 marca 2018

JAK NIE HANDLOWAĆ NA FOREX 1

Dużo pisze się na blogach o tematyce giełdowej o tym, jak odnieść sukces na giełdzie, natomiast bardzo mało, czego nie robić. Ten wpis będzie początkiem serii na ten temat, w której oprócz ogólnych zasad będę podawał też przykłady ze swojej przygody z forexem.









Powiada się, że o sukcesie na forexie tylko w 10% decyduje strategia, kolejne 10% to zarządzanie wielkością pozycją, a pozostałe 80% to psychologia. Każdy z nas to słyszał, lecz mało kto się tym przejmuje, skupiając się przede wszystkim na tworzeniu własnej strategii.

Skoro już napisałem o tworzeniu strategii (a tego głównie szukają osoby zaglądające na blogi o giełdzie) to zacznę od samych podstaw, o których większość ludzi niepotrzebnie tracących pieniądze na forexie nawet nie myśli. Pamiętam doskonale, jak sam ten etap przechodziłem - godziny spędzane przed wykresami, poznawanie i testowanie różnych systemów transakcyjnych i rezygnowanie z nich, jeżeli nie przeszły pomyślnie backtestów lub co gorsza, zastosowanie ich na rachunku live, co szybko kończyło się margin callem. Parę lat, wiele zarwanych nocy i niepotrzebnie utraconych pieniędzy kosztowało mnie, aby zrozumieć, że nie o to w tradingu chodzi, a zarabianie pieniędzy na giełdzie dzięki automatycznym systemom transakcyjnym lub chociaż takich, które dają jednoznaczne sygnały zajęcia pozycji jest niemożliwe.

Tak, dobrze przeczytałeś, w ten sposób na forexie można co najwyżej stracić pieniądze. Zszokowani? Pewnie tak, ponieważ do tej pory żyliście w przekonaniu, które zostało utworzone i podtrzymywane przez różne artykuły, wpisy na blogach i wypowiedzi na forach internetowych że tylko dobrze skonstruowany system i konsekwencja w jego stosowaniu da Wam sukces na giełdzie. Cóż, konsekwencja w działaniu jest pożądana, ale tylko wtedy, gdy te działania przybliżają Was do sukcesu. A stosowanie tego typu strategii na pewno do nich nie należy.

Strategie o jakich mówię wyglądają mniej więcej tak: na wykresie pojawia się jakaś formacja, przełamanie linii trendu czy sygnał wygenerowany przez jakiś wskaźnik. W tym miejscu szukamy sygnału do zajęcia pozycji, który musi spełniać określone warunki. Jeżeli je spełni, wtedy otwieramy pozycję, być może ustawiamy jakiś Stop Loss, który albo pozostaje w miejscu albo stopniowo go przesuwamy do góry ręcznie, albo za pomocą Trailing Stopa, może ustawiamy jakiś Take Profit, a jeżeli pozycja nie zamknie się na SL lub TP to możemy ją ręcznie zamknąć, jeżeli na wykresie zostaną spełnione jakieś warunki techniczne. Brzmi znajomo? Pewnie tak. Czy taka strategia jest bardzo precyzyjnie sformułowana? Oczywiście. I w tym jest największy problem, gdyż rynki nie dość że są dość chaotyczne, to w dodatku cały czas się zmieniają. Jeżeli spojrzycie chociażby na wykres SP500 to już na pierwszy rzut oka zobaczycie, że wykres wyglądał zupełnie inaczej, gdy w USA prezydentem był Obama, a gdy najwyższy urząd w państwie przejął Trump, rynek zaczął zachowywać się w inny sposób. Dlatego tego typu strategie są kompletnie nieprzydatne i możecie o nich zapomnieć, ponieważ są sztywne i zupełnie nie uwzględniają zmian, jakie cały czas się dokonują na rynku.

Na komputerze mam pewnie z kilka gigabajtów backtestów różnych strategii, które testowałem przez cały czas - archiwizowałem je i starałem się je jakoś opisywać, żeby niepotrzebnie nie testować jakiejś strategii dwa razy, jeśli po paru dniach bym o niej zapomniał. Gdy teraz zerknąłem ile się tego nazbierało, przeżyłem lekki szok. Kiedyś stworzyłem pewną strategię opartą zdaje się na lukach i chyba jeszcze jakaś średnia krocząca tam była, która w backtestach dawała świetne wyniki na SP500 w interwale dziennym (strategie robiłem głównie pod ten interwał, ponieważ ze względu na pracę mogłem zaglądać w notowania tylko wieczorem po powrocie do domu - i całe szczęście). Nauczony jednak doświadczeniem, że to co zbyt piękne rzadko kiedy bywa prawdziwe, postanowiłem sprawdzić tę samą strategię na bardzo podobnym instrumencie - DJIA. Test wydawał się być czystą formalnością - w końcu SP500 i DJIA to dwa najważniejsze indeksy amerykańskiej giełdy są ze sobą mocno skorelowane, przez co formacje cenowe i zachowanie się wskaźników powinno być do siebie bardzo podobne. Mocno się zdziwiłem, gdy okazało się, że backtesty pokazały zupełnie inne i niestety dużo gorsze wyniki na DJIA. Dlaczego? Ponieważ ta strategia była bardzo precyzyjna i przez to tak sztywna, że nie uwzględniała drobnych różnic pomiędzy notowaniami obu instrumentów. Strategia oczywiście wylądowała w archiwum, abym więcej nie zawracał sobie nią głowy.

Pewnie nieraz spotkaliście się także z czymś takim, że stworzyliście jakąś strategię, przetestowaliście na kilku podobnych do siebie rynkach (np. na parach walutowych z dolarem amerykańskim) i wyniki wyszły całkiem obiecująco. Następnie zaczęliście stosować ten system na rachunku live stosując właściwe zarządzanie wielkością pozycji i z nastawieniem, że nie porzucicie tego systemu po kilku nieudanych transakcjach. A tymczasem zamiast podobnych wyników system albo kręcił się w miejscu, albo wręcz systematycznie przynosił straty. Dlaczego? Ponieważ przez ten czas rynek mógł nawet nieznacznie się zmienić, ale wystarczająco aby system dopasowany do określonych warunków rynkowych przestał działać. Tak więc widzicie, ile tego typu systemy są warte.

Dlaczego więc testując czy nawet stosując niezliczone ilości takich systemów na rachunku live i widząc, że nie przynoszą one zysków poszukujemy ciągle jakiegoś nowego, zamiast przerzucić się na inny sposób tradingu lub wręcz zrezygnować z forexu na rzecz czegoś mniej wymagającego, np. pasywnego inwestowania w nielewarowane ETFy na indeksy akcji? Powody są dwa. Po pierwsze, kto z nas nie chciałby być bogaty? Forex daje znacznie większe możliwości zarobku niż długoterminowa inwestycja buy&hold, którą potraktujemy jak np. lokatę emerytalną. Jeżeli popatrzymy na dowolny 30 letni okres notowań indeksu SP500, to średniorocznie taka inwestycja przyniesie nam około 7% zysku. To oczywiście znacznie więcej niż oferują nam lokaty bakowe czy rządowe obligacje, ale zdecydowanie mniej niż moglibyśmy zarobić na rynkach lewarowanych.

Drugi powód jest znacznie mniej oczywisty i dużo bardziej niebezpieczny. Ludzie wręcz kochają drogi na skróty oraz zrzucanie z siebie odpowiedzialności. Tak wiem, to było brutalne, ale ktoś musiał Wam to powiedzieć. Tego typu strategie, dodatkowo potwierdzone backtestami idealnie wpasowują się w oba kryteria. Skoro backtesty wypadły pomyślnie, to czego się bać? Wystarczy konsekwentnie realizować sygnały otwarcia i zamknięcia pozycji oraz inne zalecenia systemu. Wszystko mamy podane na tacy, więc nie musimy podejmować wysiłku oraz odpowiedzialności, jakie wiążą się z samodzielnym analizowaniem wykresu i podejmowaniem decyzji o otwieraniu i zamykaniu pozycji.

Skoro już wiemy że systemy transakcyjne nigdy nie pozwolą odnieść nam sukcesu na forexie, to co w takim razie da? Dokładnie to samo, co w każdym innym zawodzie, czyli dogłębne zrozumienie, dlaczego rynki zachowują się tak a nie inaczej. Tylko dzięki temu będziemy potrafili samodzielnie analizować wykres i pozbędziemy się zbędnych emocji, które zresztą staramy się zagłuszyć poprzez używanie systemów. Ale o tym w następnym wpisie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz